
Ludzie
Ten artykuł przeczytasz w 4 minuty
Monika aktywnie spędza czas z trójką swoich pociech, również zimą. Nie oznacza to jednak, że lubi marznąć. W chłodne miesiącach sięga po swoją kurtkę Singi Down Jacket.
Zawsze wiedziałam, że macierzyństwo wiąże się z wyzwaniami – brak snu, nadmiar bodźców, nieustający ból pleców, bycie równocześnie pielęgniarką, wsparciem, nauczycielem i przyjacielem. Zaangażowanie 24 godziny na dobę. Ale nie przypuszczałam, że przez 4 do 5 miesięcy w roku tym, co będzie mi w rodzicielstwie dokuczać może i najdotkliwiej, okaże się zimno.
Jak tylko zostajemy rodzicami, od razu słyszymy, jak ważne są spacery – i to spacery nawet w tę najgorszą pogodę. Bo to hartuje, buduje odporność, a zabawy w błocie, śniegu i wodzie to chyba najlepszy sposób na integrację sensoryczną. A dodatkowo w dużych miastach – jak chociażby nasza Warszawa – wiatr zimą i jesienią oznacza brak smogu. I bardzo dużo pisze się o dobrych ubraniach dla dzieci – wodoodpornych, oddychających, zatrzymujących ciepło. A chyba nigdy nie przeczytałam, że ubrania rodziców są tak samo ważne. I dotkliwie na własnej skórze przekonałam się, że jest to – lekko mówiąc – spore niedopatrzenie.
Nie przypuszczałam, że przez 4 do 5 miesięcy w roku tym, co będzie mi w rodzicielstwie dokuczać może i najdotkliwiej, okaże się zimno.
Monika Masalska
Nasza Najstarsza córka urodziła się w październiku i szybko okazało się, że spać, owszem, lubi, ale niekoniecznie w nocy, a już na pewno nie w łóżeczku. Pozostało nam więc odsypianie za dnia i w wózku. Tak więc od listopada do marca codziennie spędzałam na dworze dwa razy po dwie godziny, przemierzając wózkiem czasem najodleglejsze zakątki Warszawy, a czasem robiąc po 10 kółek wokół pobliskiego parku. Córeczce kupiłam oczywiście na te wyprawy ciepły kombinezon i śpiworek, ale sama zainwestowałam wyłącznie w dobre rękawiczki. Udało mi się w ten sposób dotrwać jakoś do marca, wciskając pod kurtkę coraz to nowe warstwy i poruszając się głównie truchtem. Nie było to szczególnie komfortowe i skuteczne, zważywszy na gnębiące mnie wtedy nieustannie katary i zapalenia zatok.
Potem jednak przyszła wiosna i lato, a ja w swojej naiwności liczyłam na przetrwanie w starej kurtce kolejnej zimy. Nie przewidziałam jednak, że moje chodzące już wówczas i niezmiernie ciekawe tego mokrego, zimnego świata dziecko w najwyższym poważaniu będzie miało wózek. Zwykle 10 minut po wyjściu z domu z wnętrza spacerówki dobiegało „uś tu”, co miało znaczyć, że już najwyższa pora, mamo, żebyś mnie wypuściła. I zaczynaliśmy nowy rodzaj wędrówki – półgodzinne studiowanie kałuży pod domem, przesypywanie śniegu z jednej kupki na drugą, wchodzenie i schodzenie z murku, zbieranie i wysypywanie liści, odkopywanie spod ziemi skorupek ślimaków, budowanie igloo i bałwana czy tworzenie z piasku i gałęzi skomplikowanych systemów kanalizacyjnych.
Powiedzieć, że po 45 minutach takich aktywności marzłam, to nie powiedzieć nic. Po kolejnym zapaleniu oskrzeli stwierdziłam, że koniec i niczego nie potrzebuję bardziej niż niezawodnej kurtki, która pozwoli mi przetrwać tę zimę. I jeszcze kolejną, i kolejną i tak dalej, bo w tym czasie Najstarsza czekała już na młodszą siostrzyczkę, a my mieliśmy w planach wiele wypraw i trzecie dziecko. Research zrobiliśmy więc z mężem bardzo skrupulatny, po którym odpowiedź okazała się jedna – Singi Down Jacket.
Ten wybór odmienił moje życie – przynajmniej w okresie od listopada do marca i podniósł mój komfort termiczny – a tym samym spacerowy – prawdopodobnie o jakieś 500 %. Na deszczowe spacery nie ciągnę już ze sobą wiecznie wyginającego się parasola, bo kurtka jest absolutnie nieprzemakająca, a kaptur bardzo głęboki. Jesienią zakładam pod spód jedynie bluzę, a w apogeum zimy (które ostatnio przeważnie przypada w marcu) – polar i koszulkę termiczną. I nie marznę nawet, kiedy robię z dzieciakami dwudziestego aniołka w śniegu albo siedzę godzinę nad zamarzniętą piaskownicą i usiłuję lepić babki w kształcie muszelek i ślimaków.
Do tego mocny zewnętrzy materiał G-1000 Eco jest w stanie przetrwać atak dzidą i drewnianym mieczem (sprawdzone info), a kieszenie (zewnętrzne ocieplane!) pomieścić nie tylko niemały zapas przekąsek, ale też wszystkie znalezione po drodze skarby. I choć te świetne parametry techniczne były dla mnie oczywiście ważne, to kurtka kupiła mnie wyglądem – klasycznym, ponadczasowym połączeniem miejskiej elegancji z nonszalancją. Kurtka musiała w końcu zyskać aprobatę mojej dwuletniej wówczas córki, która z miejsca stwierdziła, że co prawda nie różowa, ale bardzo ładna i jak będzie duża, to mi ją zabierze. Od tego czasu minęło już kilka lat i myślę, że jeszcze tylko jakieś 15 centymetrów różnicy wzrostu dzieli mnie od spełnienia tej obietnicy.
Autorstwa Moniki Masalskiej
Monika Masalska to współautorka popularnego bloga Mikrowyprawy z Warszawy. Razem z mężem na pozornie nudnym i płaskim Mazowszu znaleźli dzikie plaże, góry, kręte rzeki i tajemnicze ruiny… Wraz z trójką dzieci co tydzień odkrywają nieoczywiste miejsca i dobrze wiedzą, że nie trzeba ani jechać bardzo daleko, ani wydawać góry pieniędzy, by rewelacyjnie spędzić czas.
Zimowe kurtki Fjällräven




