
Produkty
Ten artykuł przeczytasz w 3 minuty
Wszystkie Kånkeny są podobne, a przez charakterystyczny kanciasty kształt i logo łatwo je zauważyć w tłumie. Jednocześnie każdy z tych plecaków na swój sposób jest inny. I nie chodzi tylko o kolory i rozmiary, ale również o ich właścicieli i historie, które z nimi stoją. Poznajcie ludzi Kånkena.
Funkcjonalny szkolny tornister szybko stał się globalnym towarzyszem podróży dla ludzi o różnych stylach życia i różnych zainteresowaniach, będąc jednocześnie uosobieniem światowego sukcesu. Dziś Kånken to coś więcej niż tylko zwykły plecak. To przedłużenie osobowości jego właściciela.
Jest fotografowany, personalizowany za pomocą przypinek, naszywek, a nawet haftów. Jest obiektem przedstawianym w sztuce i używany jako dodatek do stylizacji. A wszystko to przy jednoczesnym niezawodnym spełnianiu swojego głównego zadania: wygodnego noszenia niezbędnych rzeczy.
Ile Kånkenów, tyle odmiennych ludzi i sposobów jego zastosowania: do pracy, na wycieczkę z dzieckiem, czy też na weekendowy wypad za granicę. Zobaczcie w jakiej roli sprawdza się ten już kultowy plecak w życiu podróżniczki Ani oraz Marceliny, , artystki i mamy małej Mii.
Z Kånkenem na pięciu kontynentach
Unikalność i różnorodność plecaków Kånken sprawia, że każdy znajdzie jakiś dla siebie. Ania Małysa (@ankasmietanka), podróżniczka, autorka wyjazdów Kolonie Winne i podcastu „Jest jak jest” podróżuje z Kånkenen po całym świecie – był z nią już na pięciu kontynentach. Po raz pierwszy Ania spotkała się z kanciastym plecakiem w Danii, w której mieszkała 10 lat.
“Na pewno byłam z nim na pięciu kontynentach. Towarzyszył mi w codziennej batalii studenckiej w Kopenhadze, był ze mną na wymianie studenckiej w Tajlandii, oprócz tego odwiedziłam z nim Disneyland w Los Angeles i miasto Majów w Meksyku” – mówi Ania.
Dzięki temu, że Kånken ma wymiary bagażu podręcznego większości linii lotniczych i jest bardzo pojemny możemy go zabrać na krótkie, weekendowe wycieczki bez konieczności zabierania ze sobą większych walizek. Ani udało się wyjechać z nim na cały tydzień do Włoch. Jak to możliwe?
Kånken jest o tyle wdzięczny, że można go szeroko otworzyć i jest dużo bardziej pojemny, niż można by się spodziewać.
Ania Małysa
“Ja od dawna jestem fanką rolowania ubrań i to sprawdza mi się najlepiej. Kånken jest o tyle wdzięczny, że można go szeroko otworzyć i jest dużo bardziej pojemny, niż można by się spodziewać” – podkreśla Ania.
Swojego ostatniego Kånkena miała przeszło 6 lat i pewnie służyłby jej jeszcze dłużej, gdyby nie to, że spodobał się on też komuś innemu.
“W listopadzie zeszłego roku pojechałam na 10-dniowy wyjazd medytacyjny do Szwecji. Warunki zakwaterowania były bardzo skromne, a cały ośrodek znajdował się w pośrodku lasu. Po rozpakowaniu, położyłam swój bagaż pod łóżko i kilka dni później, z ogromnym zdziwieniem dostrzegłam, że w moim plecaku jest ogromna dziura, której wcześniej nie było. Okazało się, że miałam w plecaku resztkę batona, który musiał zostać wyczuty przez mysz i wygryzła mi dziurę w plecaku, a potem zjadła batona (śmiech)” – wspomina Ania.
Tak ciężko było jej się rozstać z plecakiem po przejściach, że nosiła go jeszcze przez kilka miesięcy. W końcu przyszedł jednak czas na nowe i Ania zaopatrzyła się w Re-Kånken Black. Na pewno czeka ich wiele wspólnych przygód.
Z Kånkenem jako młodzi rodzice
Swoją historią z Kånkenem podzieliła się z nami również Marcelina Misztal (@bambini_di_foresta). Mieszkająca od kilku lat w Szklarskiej Porębie artystka często podróżuje wraz z mężem, córką Mią i psem. Są to krótsze lub dłuższe wyprawy w outdoor całą rodziną – jeżdżą na nartach, spacerują i chodzą po górach.
Kånken Marceliny jest z nią dłużej niż jej dwuletnia córeczka. Po narodzinach Mii okazało się, że plecak jest również doskonałym asystentem młodej mamy. Marcelina oraz jej mąż Maciek mają zawsze w nim ubranka na zmianę, pieluchy, chusteczki, bawełnianą pieluszkę, ciasteczka, wodę, zabawki i książeczkę zdrowia córki. Kånkena przypinają do wózka, chowają do przyczepki rowerowej czy też noszą na plecach. Pasuje on zarówno Marcelinie i Maćkowi – bez względu na to w co są ubrani oraz gdzie się wybierają. Artystka bardzo chwali sobie seat pada, który znajduje się w tylnej części plecaka. Zawsze można na nim usiąść w terenie, ale równie dobrze chroni delikatne sprzęty elektroniczne.
Marcelina zapytana o to, czy jej córka będzie kontynuowała rodzinną tradycję noszenia Kånkenen odpowiada: “Tak! O tym też pomyślałam wybierając jej ten różowy! Mia jak słyszy hasło wycieczka, to biegnie po ten „swój” różowy plecak. Teraz jest jeszcze na nią za duży, ale ona już wie, że kiedyś będzie go nosić”.



